Statystyki
Odwiedzających: 518576
|
|
Czy naprawdę potrzebna?... |
|
Autor: Robert K. Leśniakiewicz
|
Pod koniec roku 2004, w mediach pojawiła się informacja o tym, że nasza Rada Ministrów omawiała dokument pt. "Założenia polityki energetycznej Polski do roku 2025". W dokumencie tym przewiduje się, że:
...do 2025 roku zużycie energii finalnej wzrośnie od 48% do nawet 55% w stosunku do roku 2004, a energii elektrycznej od 80% do nawet 93%. W procesie jej wytwarzania będzie nadal dominował węgiel, ale przewiduje się także wzrost zużycia paliw płynnych, gazu i energii odnawialnej. Założenia przewidują, że do roku 2020 w Polsce pojawi się energia jądrowa, ale nawet gdyby decyzję o postawieniu elektrowni jądrowej podjąć dzisiaj, to jej wcześniejsze uruchomienie nie byłoby możliwe z przyczyn technicznych i społecznych.
Przerażający dokument.
Jak widać w naszym kraju od czasu do czasu lobby atomowe podnosi głowę i przypomina o swym istnieniu swymi paranoicznymi pomysłami. "Atomówka" w obecnych czasach jest nam tak potrzebna, jak – za przeproszeniem – świni siodło. Po pierwsze – koszty. Koszt postawienia elektrowni jądrowej jest wysoki i nie wiem, czy tak zdewastowane kolejnymi rządami różnych "mędrców" państwo mogłoby sobie na to pozwolić. Sprawa druga – paliwo jądrowe. Od kogo kupić i za ile? Od Rosji – źle, bo uzależnia naszą energetykę od tego mocarstwa. Od UE? Kraje UE wycofują się z tego biznesu i likwidują swe elektrownie jądrowe, ale to do naszych polityków jakoś nie chce dotrzeć. Słowacy likwidują Jaselske Bohunice EJ, bo jest ona zbyt niebezpieczna. Litwini zamykają (wreszcie!!!) Ignalina EJ. Tylko my robimy oczywiście jak zawsze – na odwrót, i dziwimy się ze świętym oburzeniem, że o Polakach w USA, Kanadzie czy UE mówią z politowaniem, jak o oszołomach i wściekamy się słysząc okrutne Polish jockes na temat naszej ciemnoty – a przecież sami dajemy im powody. Problem trzeci – odpady i "popioły" reaktorowe. Kto, gdzie i za ile będzie utylizował to "gorące" świństwo? Kto za to ma płacić? My wszyscy? Emeryci? Renciści i inwalidzi? Znów nauczyciele? To jest za drogi i zbyt niebezpieczny biznes, by zań mogli się brać Polacy z naszą rozchełstaną beztroską i brakiem odpowiedzialności – niestety... No i kolejny problem – gdzie to postawić w Polsce? Na północy? – tam ziemia drży. Na południu? – też. Na wschodzie? – nie ma infra- i ulktrastruktury. Na zachodzie? – sąsiedzi zza Odry się nie zgodzą (i słusznie!). Pozostała zatem tylko Warszawa...
A przecież można zrobić to wszystko inaczej – tak, jak to robią nasi sąsiedzi zza południowej miedzy. Postawili na energetykę wodną i gdzie tylko się da stawiają tamy. Powstają sztuczne jeziora, a przy nich elektrownie i... ośrodki wypoczynkowe, turystyczne, rekreacyjne i sportowe. Robi się pieniądze na środowisku, sporcie, turystyce, energii elektrycznej, wypoczynku i rybach. Czechom i Słowakom się opłaca, ale nie u nas – a gdzie tam!
Energia geotermiczna – też korzystna z punktu widzenia ochrony środowiska. Tania, bo wystarczy zrobić odwierty i podłączyć rury – jak na Islandii. Islandczykom to się opłaca, ale u nas nie – jak zawsze.
Energia wiatru – mamy Wielkopolskę i pas nadmorski, gdzie powietrze cały czas jest w ruchu. Postawić tam wiatraki i niech mielą prąd za darmo. Wiatraki stały tam od stuleci i krajobraz przypominał Holandię... Trzy dni halnego w Tatrach i kraj miałby prądu po dziurki w nosie... Ale to też jest nieopłacalne!
Ciekawe – na całym świecie się to opłaca i wyłożone pieniądze szybko się zwracają, tylko w III Najjaśniejszej Rzeczypospolitej nie! Oczywiście – lepiej dalej wydobywać węgiel i spalać paliwa płynne, bo to nakręca koniunkturę, poprawia wskaźniki, itd., itp. Ale kogo obchodzi środowisko poza garstką ekologów? Nikogo... Biznesmeni i dealerzy starają się je rozdrapać, a zwykli ludzie starają się to rozdrapywanie jakoś przeżyć.
A tymczasem Ziemia ostrzega. Trzęsienia ziemi, tsunami, wybuchy wulkanów. Ciepłe zimy, skwarne lata i wściekłe powodzie – to wszystko są sygnały tego, że źle się dzieje i będzie jeszcze gorzej. A ludzie są na nie głusi i ślepi. Do czasu.
Tylko tego czasu jest coraz mniej...
Jordanów, dn. 2005-01-05
|
|